Żeby po burzy nadszedł dzień – razem po zdradzie cz.2

Żeby po burzy nadszedł dzień – razem po zdradzie

Część 2 – Droga do siebie

moon-2368443__340„Trzęsienie ziemi”, „zawalił mi się świat”, „jakby przeszło tsunami”, „już nic nie jest takie samo”…

Takimi słowami opisują świat swoich przeżyć osoby, które doświadczyły zdrady w związku.

Gdy para zmierza się z sytuacją zdrady mającą miejsce obecnie, w czasie teraźniejszym, lub niedalekiej przeszłości, gdy zranienie jest bardzo świeże, na pierwszym planie jest ból. Ogromna dawka emocji o bardzo dużym natężeniu. To także z drugiej strony często stan pewnego emocjonalnego szoku, odcięcia się od jakiegokolwiek odczuwania. Tak jak w każdej sytuacji kryzysowej – jest to reakcja pozwalająca na przetrwanie poprzez określenie działań, które trzeba podjąć by rozwiązać problem. Dopiero po wyjściu z tego odrętwienia może przyjść czas na uczucia. Przychodzą one wtedy z ogromną siłą.

Gdy dochodzą do głosu dawne zranienia, związane ze zdradą sprzed wielu lat, „zaleczony” ból z przeszłości może przyjąć postać dystansu, urazy, rozczarowania partnerem, relacją.

Niezależnie jednak od tego, czy zdrada miała miejsce jakiś czas temu, czy zdarzyła się w niedalekiej przeszłości, jest pewien wspólny etap drogi, którą oboje mają do przejścia, by na nowo móc się spotkać. Wiąże się on z potrzebą wyrównania krzywdy, bez którego nie można tak naprawdę przywrócić równowagi w relacji.

 

Proces ten wynika z kilku reguł, na których opierają się wszystkie nasze relacje z innymi ludźmi:

– W relacjach potrzebujemy czuć równowagę we wzajemnym dawaniu i braniu. Wymiana ta może dziać się na różnych poziomach (np. wsparcie emocjonalne i pomoc finansowa). Ważne jest generalne poczucie wyrównania.

– Taka wymiana pomiędzy ludźmi – zarówno w dobrych i złych rzeczach jest częścią naszego bycia z innymi.

Zwłaszcza wymiana w dobrym – wzmacnia nasze relacje. W oparciu o regułę wzajemności dajemy sobie coś dobrego, co wzmacnia i buduje relację. Jeśli ktoś rezygnuje z pójścia do kina by spędzić czas z tobą, gdy masz problem – otrzymujesz od niego prezent. On potrzebuje odwzajemnienia. Za jakiś czas ty – gdy ta osoba ma kiepski dzień, zabierasz ją na dobrą kawę i deser. Role odwracają się. Pojawia się możliwość odwdzięczenia się. Jest ona bardzo ważna – pozwala utrzymać równowagę w dawaniu i braniu. Proces ten może być rozłożony w czasie. Jednostronne wsparcie może trwać na przykład wiele tygodni – np. kiedy partner traci pracę potrzebuje zarówno emocjonalnego wsparcia ale i często druga osoba na pewien czas przejmuje na siebie finansowe zabezpieczenia rodziny. Gdy stanie na nogi – będzie mógł odwdzięczyć się w zupełnie być może innych okolicznościach – np. biorąc na siebie zorganizowanie wakacji, kibicując w osiąganiu ważnych celów – np. realizacji pasji, zainteresowań. Bert Hellinger podkreśla, żeby wymiana w dobrym wzmacniała relację – ważne byśmy oddawali troszkę więcej niż otrzymujemy. To powoduje, że pojawia się kolejna potrzeba wyrównania. I wymiana dobrego może toczyć się dalej.

Gdy ktoś komuś wyrządza krzywdę – niezależnie od tego czy świadomie, czy nie – to również pojawia się nierównowaga, napięcie. Ktoś jest w porządku, ktoś nie jest. Ten rozdźwięk domaga się zmniejszenia. Przywrócenia równości. Jeśli nie dokona się ten proces – relacja utknie w postaci, gdzie jedna strona jest skrzywdzonym, a druga sprawcą cierpienia.

couple-731185__340Kiedy jedna osoba zdradza drugą – pojawia się poczucie krzywdy. Jeśli osoba zdradzona wybaczyłaby to zranienie bez jakichkolwiek konsekwencji ponoszonych przez partnera, który zdradził, ani bez możliwości wyrównania przez niego w jakikolwiek sposób wyrządzonej krzywdy – szkodzi to tak naprawdę relacji. Napięcie między dwiema osobami, które wynika z tej z nierówności jest wówczas jak napięta cięciwa, która nie pozwala się zbliżyć do siebie. Według Berta Hellingera proces wyrównania w relacji gdy między partnerami dzieje się coś złego musi przebiegać jednak inaczej, niż wyrównanie w dobrym. W tym przypadku ważne jest, by tego złego było trochę mniej, niż sami doświadczyliśmy. Wtedy proces wzajemnego ranienia się, krzywdzenia się ma szansę się zakończyć. „Rachunki” na wspólnym koncie relacji mają szansę się wyrównać. Jeśli odwet jest większy niż wyrządzona krzywda – ponownie pojawia się nierównowaga. I cykl zaczyna się od początku.

– Tym co pomaga we wzajemnym zbliżeniu się po zranieniu w relacji, to „wyrównanie rachunków” nie tylko poprzez poniesienie konsekwencji przez osobę, która postąpiła w sposób będący źródłem cierpienia drugiej. Gdy to co złe zostaje przekute w coś dobrego na rzecz osoby zranionej – wówczas może pojawić się poczucie zadośćuczynienia doświadczonej krzywdy, które jest czymś więcej niż „wyrównanie rachunków”.

 

 

 

W dopełnieniu tego procesu pomocne i potrzebne są konkretne kroki:

1.„Zobacz, co mi się stało!”

 

Pierwszy krok, to nazwanie zgodnie z prawdą tego, co się wydarzyło. Zgodnie też, z rangą wydarzenia. To, jakich słów używamy – ma duże znaczenie.

 

„Tak, zdradziłem cię”.

„Tak, miałam romans, który ukrywałam przez wiele miesięcy”.

 

To nazwanie – jest potwierdzeniem rzeczywistości. Jest tym, na co osoba zdradzona czeka. Słowa, takie jak – „ale przecież to minęło”, „to tylko raz”, „to przecież nic nie znaczyło” – budzą często złość i sprzeciw. Są odczytywane jako próba zminimalizowanie znaczenia tego, co się wydarzyło. Tym, co jest wyczekiwane, to uznanie prawdy i wzięcie odpowiedzialności przez partnera zdradzającego za podjęte decyzje.

 

2.Czy wyobrażam sobie moment, okoliczności, w których mogę ci wybaczyć zdradę?

 

heartsickness-428103__340

Wybaczenie oznacza tak naprawdę powrót do równości w relacji. Wyjście z roli osoby krzywdzącej i skrzywdzonej. To bardzo ważny proces dla uleczenia więzi. Niezbędny, by dwie osoby mogły zbliżyć się na nowo.

Perspektywa wybaczenia może budzić jednak u partnera zdradzonego lęk przed ponownym zranieniem.

 

Jeśli jemu / jej wybaczę, pomyśli, że nic się nie stało i będzie czuć, że może zrobić to po raz kolejny”.

 

Utrzymywanie partnera w poczuciu winy może wówczas pełnić funkcję pewnego zabezpieczenia przed kolejnym zranieniem. Nie uzdrawia jednak więzi. Relacja trwa, natomiast partner, który zdradził, nie może do końca zająć swojego „miejsca” w związku. Może nie czuć się w prawie do wyrażania swojego zdania, forsowania swoich potrzeb, oczekiwań. Jest niejako warunkowo dopuszczony do wspólnego życia, ale z pewnym naznaczeniem.

en sposób bycia ze sobą mogą wnosić – obydwie strony. Parze może towarzyszyć przekonanie, że jest to sposobem rozwiązania problemu w relacji. Sposobem, na wyrównanie wyrządzonej krzywdy.

Osoba zdradzona działa tak – w nadziei, że pomoże jej to w uzyskaniu zadośćuczynienia doświadczonego bólu, zabezpieczy przed kolejną zdradą.

Osoba zdradzająca – w intencji, że utrzymywanie siebie „na niższej pozycji” będzie sposobem wynagrodzenia wyrządzonej krzywdy, ukoi poczucie winy. Padają wówczas na przykład słowa:

 

 „Po tym co zrobiłam / zrobiłem, nie mogę oczekiwać, chcieć, wymagać od ciebie zbyt wiele”.

 

Nie zawsze jest to świadomy, nazwany proces. Czasem przybiera on postać wewnętrznych przekonań, nie koniecznie ubieranych w słowa w bezpośredniej rozmowie z partnerem. Może tworzyć ogólny klimat relacji.

 

Piotr miał poczucie, że choć wrócili do siebie kilka miesięcy wcześniej, to nadal nie ma pełnych praw w relacji, w codziennym życiu – w podejmowaniu ważnych decyzji, w zajmowaniu stanowiska jako rodzic. Rozwinęła się niepisana umowa między nim a żoną, że nie ma on w pełni prawa wyrazić swojego niezadowolenia, oczekiwać uwzględnienia swoich potrzeb, chcieć kompromisu w różnych kwestiach spornych. Czuł, że musi bardzo kontrolować swoje słowa, wyrażanie złości, przy jednoczesnym przyzwoleniu na przekraczanie w kłótniach granic – słownych – przez żonę. Choć wprost nie zostało to wcześniej nazwane, wiedział, że nie może się zbytnio temu przeciwstawić. Olga natomiast czuła, że może sobie na to pozwolić. Doświadczona krzywda zaczęła pełnić funkcję immunitetu nietykalności, zwolnienia z własnej odpowiedzialności za swoje działania i ich konsekwencje – za bolesne komentarze, wyładowywanie swojej złości.

 

Można powiedzieć, że reakcje te są zrozumiałe, w pewien sposób naturalne, krótko po ujawnieniu zdrady, romansu. Gdy dzieje się to „na gorąco”. Wówczas obojgu partnerom towarzyszą bardzo silne emocje. Poczucie winy, poczucie krzywdy, złość, bezradność, rozpacz – zmieniają się jak w kalejdoskopie. Osoba zdradzająca może w poczuciu winy starać się swoim zachowaniem nadrobić, wynagrodzić sprawiony zawód. Schodzi z drogi, podporządkowuje się, zgadza się na czasowe złe traktowanie, odreagowywanie przez partnera. Wszystko to w poczuciu – że pomoże to przywrócić równowagę.

Jeżeli oboje zatrzymają się na tym rozwiązaniu – ten podział ról może utrwalić się. Ktoś komuś kiedyś coś zrobił i już nigdy nie będzie tak jak wcześniej. Staje się określone – kto jest w porządku, a kto nie jest. Odzyskiwana jest pewna równowaga – ale zbudowana na nierównowadze, na nierówności partnerów. Trudno jest wtedy tak naprawdę ostatecznie poradzić sobie z kryzysem w relacji. Ludzie mogą nadal  żyć ze sobą, wypełniać swoje zobowiązania, spędzać czas, przechodzić przez kolejne wyzwania niesione przez życie – ale z zadrą w sercu. Temat niewierności może wracać wówczas jak bumerang – w sytuacjach konfliktowych, trudnych momentach. Zdrada zawsze może być użyta jako argument  usprawiedliwiający postawę partnera zdradzonego. Może stać się pewną orężą w sytuacjach konfliktowych.

 

Czy mogę ci wybaczyć?

 

To pytanie, czy wyobrażam sobie, że moglibyśmy spotkać się ze sobą na równych prawach.

 

Jeśli teraz trudno mi wyobrazić sobie taką możliwość, to czy wyobrażam sobie takie okoliczności, w których byłoby to możliwe?

Co jest potrzebne, by mogło się to wydarzyć?

 

To bardzo trudne pytania, nie ma na nie prostych odpowiedzi.

Są bardziej jak drogowskaz wskazujący drogę, którą trzeba przejść by dotrzeć do celu jakim jest odbudowanie więzi. Urealniają rzeczywistość, z którą musi zmierzyć się para. Obydwie strony. To proces, który wymaga czasu i zaangażowania.

heart-583895__340

Olga wyraźne poczuła, że potrzebuje doświadczyć – wielokrotnie, powtarzalnie, na przestrzeni czasu, potwierdzenia w praktyce deklaracji składanych przez Piotra. Określiła swoje oczekiwania dotyczące stworzenia poczucia bezpieczeństwa w kontekście ewentualnych kontaktów Piotra z osobą, z którą miał romans. Nazwała też bardzo konkretne zmiany w jego radzeniu sobie z złością, w sytuacjach konfliktowych, które były dla niej warunkiem wspólnej dalszej pracy nad związkiem. Potrzebowała poczuć zaangażowanie Piotra, jego gotowość do włożenia wysiłku w zmianę, by otworzyć się na przyjęcie swojej części odpowiedzialności za własne reakcje , wzorce rozwiązywania konfliktów, które przyczyniały się do dalszych problemów pomiędzy nimi.

 

Odpowiedź na pytanie czy i kiedy mogę ci wybaczyć wskazuje na ważne potrzeby, oczekiwania osoby zdradzonej, które muszą zostać zrealizowane, by mogła poczuć się uszanowana. Partner, który zdradził otrzymuje wówczas wskazówkę ale i szansę, by w godności powrócić do swojego miejsca w relacji, podjąć działania w rzeczywistości umożliwiające odbudowanie więzi.

Pozwala także obu stronom podjąć decyzję, czy decydują się dalej iść wspólną drogą.

3.„Przepraszam Cię”

 

Każdy z nas choć raz w życiu przepraszał i był przepraszany. Znamy to z dwóch stron. Słowa mają ogromną moc.

Znamy jednak też momenty, kiedy słowo przepraszam jest mówione lekko, czasem bez zastanowienia się nad tym, co czuje druga strona, co jej właściwie zrobiliśmy. Czasem mówione jest dla „świętego spokoju”.

By „Przepraszam cię” było otwarciem do dialogu, musi być szczere. Musimy czuć, że wypływa ze świadomej oceny tego, co się wydarzyło. Jest samo w sobie uznaniem krzywdy, sygnałem przyjęcia świata przeżyć drugiej osoby. Wymaga zatrzymania się, uważności, wczucia się w stan partnera. Wówczas jest wiarygodne.

Gdy pada takie właśnie „przepraszam” – czujemy się przeproszeni.

Sam moment przeprosin może zostać też wprowadzony jako część rytuału, podkreślającego wagę słów. Ważne by towarzyszyło mu poczucie, że jest to rzeczywiście ważna sprawa – potrzebująca odpowiedniej oprawy.

pale-rose-1452656__340

 Piotr przygotowywał się do tej rozmowy. Poprosił, by miała ona miejsce na sesji w gabinecie. Ponieważ obawiał się, czy wszystko uda mu się powiedzieć tak, jak to zaplanował – zdecydował się na napisanie listu, który następnie przeczytał żonie. Opowiedział w nim o tym, jak ważne były dla niego dotychczasowe lata razem, to, co udało im się wspólnie stworzyć – rodzinę. Mówił, dlaczego tak ważne jest dla niego, by budowali ją razem nadal. Podkreślał – w odniesieniu do konkretnych zdarzeń, jak docenia gotowość Olgi do podjęcia ryzyka by mu ponownie zaufać, wysiłek jaki wkłada by nie zamknąć się w sobie. Mówił też o ich wcześniejszych problemach, wzajemnym niezrozumieniu – podkreślając jednak, że nie usprawiedliwiało go to w poszukiwaniu zaspokojeniu swoich potrzeb w relacji z inną osobą. Przyznał, że odpuścił szukanie rozwiązań dla wspólnych trudności na rzecz relacji, w której nie musiał zmagać się z problemami dnia codziennego. Mówił o tym, w jaki sposób według niego przyczynił się do ich wspólnych problemów – nie mówił o tym czego potrzebuje, nie chciał słuchać o potrzebach żony, uciekał w pracę, treningi by jak najmniej spędzać czasu w domu, w którym działo się coraz gorzej między nimi. Przeprosił za to, jakie decyzje podjął. Wyraził zrozumienie dla wahań żony, jej złości, dokuczliwych komentarzy. Przyznał, że sam nie jest pewny, czy byłoby go stać na miejscu Olgi, by pozostać w związku po takim doświadczeniu.  Wyraził swoją gotowość do zmierzenia się z wszelkimi konsekwencjami, jakie romans spowodował w ich relacji. Podkreślał, że nie oczekuje po tej rozmowie żadnej konkretnej odpowiedzi od żony, że jego celem jest to, by wiedziała, jak on o tym myśli.

 

Z przyjęciem przeprosin jest tak jak w podaniu ręki – to obydwie strony decydują o tym, czy dłonie się połączą.

Gdy pada „przepraszam” –przychodzi także czas dla osoby zdradzonej, by odpowiedziała/ odpowiedział sobie na pytanie :

 

„Czy jestem gotów te przeprosiny przyjąć?”.

 

Czasem tym, co wstrzymuje przed przyjęciem przeprosin jest wewnętrzny sprzeciw, opór:

 

Jak to? To tyle? Przepraszam ma wystarczyć, po tym co przeszedłem? Przeszłam? To nie jest fair…”

 

To prawda, to byłoby nie w porządku…

Są takie krzywdy, kiedy z serca powiedziane przepraszam, jest tym, co jest potrzebne i wystarczające by dwoje ludzi mogło zbliżyć się do siebie. Są też takie zranienia, kiedy przeprosiny są bardzo ważnym etapem, ale nie są wystarczające ze względu na rozmiar, rodzaj doświadczonego bólu.

Tym, co jest wówczas potrzebne, by ten proces mógł się dopełnić – to zadośćuczynienie. Wyrównanie.

4.„Co mogę zrobić?”

 

holding-2344369__340Kiedy jedna osoba zdradza drugą, pojawia się pomiędzy nimi nierównowaga. Ktoś komuś coś zrobił. Jedna osoba jest winna, druga cierpi. Jedna jest „w porządku”, druga – „nie w porządku”…

By mogli być ze sobą na nowo na równi, to co złe, musi w zostać przekute w dobro. Dobro, którego adresatem jest osoba zraniona.

Ten proces nie dotyczy tylko par po zdradzie – jest on uniwersalny dla wszystkich sytuacji, kiedy ktoś doświadcza krzywdy ze strony drugiej osoby.

Jest to istotne zarówno dla osoby skrzywdzonej – zostaje uszanowana, oraz dla osoby raniącej – może poprzez proces zadośćuczynienia odzyskać godność w relacji, wyjść z pozycji „tego / tej, która zrobiła źle”.

 

„Czego potrzebujesz ode mnie, byś mógł mi wybaczyć?

Co mogę dla Ciebie zrobić, byś poczuła zadośćuczynienie twojej krzywdy?”

 

Musi być to coś, co jest adresowane osobiście do osoby skrzywdzonej. Możemy powiedzieć – „uszyte na miarę”. O tym, jakiego typu działania to będą – decyduje i określa wyłącznie osoba, która doświadczyła zranienia. To ona czuje, czego potrzebuje, co jest właściwe w tej sytuacji. Czasem wymaga to czasu, by obraz rozwiązania się wykrystalizował.

I nie jest to negocjowalne…Negocjowanie przez osobę, który zdradziła oznacza tak naprawdę dla partnera zdradzonego brak uznania dla wielkości doświadczanej krzywdy, bagatelizowanie jej znaczenia, niepełne zaangażowanie w naprawę relacji.

 

Tym co jest ważne, to fakt, by zadośćuczynienie nie było w negatywny sposób wymierzone w osobę, która ma go dokonać. Nie jest zemstą. Nie jest odwetem, poniżeniem ani ukaraniem „winnego”.

Jest zrealizowaniem czegoś szczególnego, dobrego, specjalnego – na rzecz osoby zranionej. Jest też czymś, co wymaga wysiłku i zaangażowania w jego realizacji. Musi mieć też określony czas realizacji – nie może trwać wiecznie (np. do końca naszego życia, w każdą niedzielę potrzebuję żebyś…). Ta określoność jest potrzebna, by proces się domknął.

Bardzo ważne jest, by istota zadośćuczynienia była „dobra”, by jego celem było wyłącznie dobro, uznanie znaczenia, podkreślenie wyjątkowości osoby zranionej dla partnera. Tylko wówczas może budować ono relację.

 

roses-2840743__340

  Justyna zawsze marzyła o podróży tylko we dwoje – z plecakiem, po górach, blisko natury. Odkładała jednak  realizację tych pragnień. Jacek prowadził swoją firmę, która zajmowała też centralne miejsce w ich wspólnym życiu. Niewiele było chwil, kiedy był dostępny tylko dla niej i dzieci. Odkąd pamięta podporządkowywali wspólne plany zobowiązaniom i zadaniom zawodowym Jacka. Niejednokrotnie sama wyjeżdżała na wakacje z dziećmi, lub mąż wracał ze wspólnych urlopów wcześniej, ze względu na nagłe sytuacje w pracy. Kiedy już nawet byli gdzieś razem –ilość czasu spędzanego przez Jacka na rozmowach z kontrahentami powodowała, że w gruncie rzeczy i tak czuła się sama. Praca była na pierwszym miejscu, także w codziennym ich życiu. Czuła, że mąż oczekuje od niej, że zaakceptuje taki stan rzeczy. Dzięki pracy Jacka osiągnęli dobry status materialny, zbyt wysokim jednak dla niej kosztem. Jednocześnie oceniała, że Jacek nawet nie stara się wprowadzić jakichkolwiek zmian w tym obszarze, choć sytuacja zawodowa na tym etapie rozwoju firmy nie wymagała od niego aż takiego zaangażowania. Tym, co określiła jako zadośćuczynienie (po romansie Jacka), był trzytygodniowy wyjazd zrealizowany dokładnie tak, jak tego zawsze pragnęła – mąż miał zorganizować trasę, noclegi, zaplanować i zabrać ją w podróż po górach. Integralną część stanowił fakt, że miał być to czas poświęcony wyłącznie dla nich obojga – wszelkie kwestie zawodowe pozostawały poza nimi, jakikolwiek kontakt telefoniczny miał być utrzymywany tylko z dziećmi i w ich potrzebie. Oczekiwała, że   mąż  tak zabezpieczy sprawy zawodowe, by był to czas tylko dla nich. Wiedziała też, że jest to możliwe i nie będzie wymierzone w funkcjonowanie firmy. Wiedziała też, że jest to coś, co będzie wymagało od męża dużego wysiłku, zaangażowania.

 

Czas określania tego, co jest potrzebne dla uzyskania poczucia wyrównania, to również moment, kiedy również partner, który zdradził stoi przed ważnym pytaniem –

 

Co jestem gotów / gotowa zrobić, by naprawić to, co się wydarzyło między nami?

 

Odpowiedź na nie umożliwia też określenie, czy rzeczywiście chce zawalczyć o relację, o drugą osobę. Pozwala zastanowić się czy romans, zdrada, ma być szansą na przewartościowanie znaczenia związku, i uruchamia pragnienie ratowania relacji  – trochę jak sygnał alarmowy. Czy też jest wyrazem decyzji o wycofaniu się z bycia razem. To ważny, ale i trudny moment. Wymaga uczciwego spojrzenia na siebie, na swoje intencje, na to, w jakim miejscu są oboje jako para.

 

Michał zgodził się przyjść na spotkania pod naciskiem żony, która odkryła kolejny jego romans w czasie ostatnich lat. Deklarował chęć zmiany, gotowość do naprawienia problemów w ich małżeństwie. Trudno mu było jednak przyjąć perspektywę Alicji. Gdy mówiła o swoich odczuciach, wątpliwościach, oczekiwaniach dotyczących zmiany w jego postępowaniu, przytakiwał, jednocześnie dążąc do skoncentrowania się na odcięciu się od przeszłości, i zajęcia się bieżącymi sprawami w życiu. W Alicji narastała frustracja. Czuła, że mąż nie jest tak naprawdę gotowy do wzięcia odpowiedzialności za swoje decyzje, na skonfrontowanie się z jej cierpieniem, na zmianę. Miała poczucie, że dąży on do utrzymania małżeństwa, ale bez pracy nad jego jakością, pojawiającymi się problemami. Wspólnie określali, że rozwód, rozstanie, nie są brane przez nich pod uwagę. Mieli trójkę małych dzieci, Alicja nie pracowała zawodowo. Wiedziała, że nie zdecyduje się na odejście od męża. Po kilkunastu spotkaniach – w związku z postawą Michała – podjęła jednak decyzję, o zrezygnowaniu ze wspólnej terapii. Stanęła przed koniecznością zweryfikowania swoich oczekiwań wobec związku, odnalezienia siebie w obecnej sytuacji.


Świadomość, urealnienie rzeczywistości, w której jesteśmy jest czasem bardzo bolesnym momentem. Daje jednak szansę na podjęcie świadomej decyzji, dokonanie wyboru, zweryfikowania dotychczasowych priorytetów.

Nie zawsze też dalsza droga, jest wspólną drogą. Czasem pary dochodzą do momentu, kiedy podejmują decyzję, że po tym, co się wydarzyło w relacji – nie chcą być ze sobą. Przejście przez choćby fragment tego procesu – uznania krzywd, zranień – ma również wtedy ogromne znaczenie. Pozwala rozstać się w szacunku, godności. Gdy para jest także rodzicami – ma to bezcenne znaczenie. Dla przyszłości dzieci ale i dalszych wzajemnych kontaktów.

 

Proces wyrównywania, zadośćuczynienia w relacji   jest uniwersalny dla wszystkiego rodzaju krzywd – tych mniejszych i większych. Często w codziennym życiu realizujemy go intuicyjnie – przynosząc w formie przeprosin kwiaty, zapraszając na kawę, piekąc ciasto…Jest on potrzebny naszym relacjom – dzięki niemu mogą wracać do równowagi, może zakończyć się to co złe.

Jest rzeczywistym ukłonem w stronę zranionej bliskiej osoby. Zaangażowanie włożone w realizację zadośćuczynienia – może pomóc partnerowi zranionemu w uwierzeniu w szczerość intencji i gotowość do włożenia wysiłku w naprawę relacji.

 

I to właśnie często jest początkiem.

spring-1166564__340

Otwarciem do rozmów o tym, co doprowadziło do kryzysu. O tym, jaki wkład mają obie strony w relację. Przychodzi wówczas czas na spojrzenie w kierunku, który jest wspólną odpowiedzialnością za trudności w relacji, które przyczyniły się do kryzysu. Pojawia się przestrzeń kolejne pytania.  Możliwe jest wtedy spojrzenie na obszary, których poprawa, zmiana,  jest wspólną sprawą, niezbędną dla ratowania związku:

 

Co każdy z nas wniósł i wnosi we wspólne problemy?

Co chcemy zmienić, by kryzys nie wrócił?

Co musimy zmienić?

Co nas osłabiło? Oddaliło od siebie?

Jak tą rzeczywistość oboje stworzyliśmy?

Co chcemy pozostawić w naszym związku bez zmian, by trwało nadal?

Co nas wzmacnia i buduje?

 

Opisane w artykule postaci i ich historie zostały stworzone przeze mnie w oparciu o moje doświadczenia w pracy zawodowej. Żadna z nich nie reprezentuje historii jednej, konkretnej osób. Powstały poprzez połączenie różnorodnych zdarzeń i doświadczeń różnych osób, przy zmienionych imionach oraz informacjach związanych z sytuacją życiową.

 

 

 

Basia_zdjecieBarbara Sikora – autorka jest psychologiem, psychoterapeutą, certyfikowanym specjalistą psychoterapii uzależnień. Prowadzi terapię indywidualną osób dorosłych, terapię małżeństw i par, warsztaty rozwoju osobistego, warsztaty dla par.

www.psycholog-barbarasikora.pl

Żeby po burzy nadszedł dzień – razem po zdradzie cz.2